'Tryy, tryy' usłyszałam dźwięk budzika i od razu się przebudziłam. Ręką szukałam wyłącznika mając ciągle zamknięte oczy. Gdy wyłączyłam usiadłam na łóżku i przetarłam zmęczone oczy. Spojrzałam w okno. Pierwszy dzień w nowej szkole, jakoś to przeżyję. Wstałam i wolnym krokiem podeszłam do szafy, wyjęłam z niej bieliznę, bluzę i leginsy. Poszłam do łazienki, przemyłam twarz chłodną wodą, a włosy związałam w kitka, ubrałam się i zeszłam na dół. Założyłam buty i wybiegłam z domu. Biegłam po osiedlu z słuchawkami w uszach i nuciłam pod nosem.
Your whole life's off track
You know you got it bad when you're stuck in the house
You don't wanna have fun
It's all you think about
U got it bad when you're out with someone*
Spojrzałam na zegarek i ujrzawszy godzinę siódmą zaczęłam biec w stronę domu. W kuchni już siedziała babcia i piła herbatę.
-Cześć babciu. -Podeszłam do staruszki i pocałowałam ją w policzek.
-Witaj wnusiu. -Odpowiedziała spokojnym głosem po czym pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju i od razu wbiegłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Oparłam się o ścianę pokrytą kafelkami i zamknęłam oczy myśląc o nowej szkole. Czułam jak zimne krople wody spływają po moim ciele. Po chwili wyszłam, osuszyłam ciało ręcznikiem ubrałam bieliznę i zaczęłam suszyć włosy. Po dwudziestu minutach byłam już gotowa, stanęłam przed lustrem i zaczęłam przyglądać się moim ubraniom. Nie ubierałam się wyzywająco i bardzo stylowo jak wszystkie dziwki dziewczyny z mojej okolicy. Miałam na sobie jasnoniebieskie rurki i szary t-shirt z białym nadrukiem, do tego białe conversy i proste rozpuszczone włosy z przedziałkiem na środku. Takie ubrania odpowiadały mi najbardziej. Wzięłam czarną torbę z adidasa w której trzymałam książki i zeszłam na dół. Usiadłam na krześle przy stole popijając herbatę którą zrobiła mi babcia.
-A gdzie Jaxon? Nie idzie do szkoły?
-Nie. Źle się czuje, chyba ma gorączkę, dałam mu tabletkę i poszedł dalej spać.
-Ojej, jak coś się będzie działo to zadzwoń i wyjdę szybciej ze szkoły.
-Dobrze. -Uśmiechnęła się do mnie starsza już kobieta. Odwzajemniłam uśmiech, pożegnałam się z babcią i wyszłam z domu. Do szkoły miałam jakieś piętnaście minut, trzy przystanki autobusem. Była ładna pogoda i miałam jeszcze dość dużo czasu, wiec uznałam, że pójdę pieszo. Gdy dochodziłam już do szkoły, zobaczyłam na placu głównym przed szkołą wszystkich uczniów, każdy z kimś rozmawiał, tylko ja ta dziwna zawsze chodziłam sama. Nieśmiało coraz bliżej podchodziłam do drzwi szkoły, były tam wywieszone listy uczniów. Wychowawcą mojej klasy była Pani Hils, sala numer 21. Poszłam do sali i odebrałam od wychowawcy kluczyk do szafki i plan zajęć. Teraz geografia, oh tylko nie to. Po pięciu minutach zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję w tym roku. Weszłam do sali z resztą klasy i zajęłam przedostatnią ławkę. Po chwili do sali weszła nauczycielka, była dość niska i stara, miała jasne włosy i była ubrana w brązowe spodnie i biały sweterek, wyglądała na miłą.
-Dzień dobry, nazywam się Melisa Grimmer i będę was uczyć geografii.
-Dzień dobry. -Odpowiedzieli wszyscy chórkiem.
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie! -Do klasy wbiegł chłopak uśmiechając się figlarnie, całkiem przystojny. Przestań Chanel, nie możesz myśleć o chłopakach i tak nikt cię nie chce.
-Więc możemy zaczynać, przedstawcie się. -Powiedziała nauczycielka po kolei wskazując osobę, która ma odpowiedzieć. Pierwsza była dziewczyna o imieniu Lisa, niska, dość brzydka nie bardziej niż ty, miała jasne, potargane blond włosy i pełno piegów na twarzy. Później był chłopak siedzący przede mną Mike Brown, przystojny, lecz nie mój typ. W końcu ja:
-Chanel -Powiedziałam a nauczycielka tylko przytaknęła i wskazała chłopaka za mną.
-Justin Bieber. -Dalej przestałam słuchać nauczycielki, zamyśliłam się. W końcu zadzwonił dzwonek. Wszyscy wyszli z klasy łącznie ze mną, kolejne cztery lekcje minęły normalnie. Teraz chemia, tylko nie to. Do klasy weszłam prawie ostatnia, były tylko trzy ławki wolne. Jedna przed Justinem w przed ostatnim rzędzie i dwie w pierwszym. Siadam z tyłu. Pół lekcji zleciało spokojnie, w pewnym momencie na moją ławkę jakimś cudem dostała się mała zwinięta karteczka. Otworzyłam ją widniał napis ''LUCY'', nie proszę, nie tylko nie to. Kartka była zwinięta na pół, otworzyłam ją i przeczytałam tekst.
*
*U got it bad - Usher
tłumaczenie:
,,całe twoje życie nie ma celu
wiesz że źle robisz tkwiąc w domu
nie chcesz się cieszyć
to wszystko o czym myślisz
źle robisz gdy z kimś się spotykasz''
Mam nadzieję że rozdział się spodobał, następny pojawi się niedługo. Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach to dodawajcie swoje facebooki lub aski do zakładki INFORMOWANI. Proszę o komentarze, to motywuje :)
Fajny blog chciałam bym z tobą pisać takie opowiadania ale raczej nie potrzebujesz osoby do pomocy :(
OdpowiedzUsuńJest ok. Czekam na nn :)
OdpowiedzUsuńFajny blog :) czekam na nn ;)
OdpowiedzUsuń